|
Praca policjanta przez pryzmat przyłbicy
"...Nie powiedziałem żonie, że jadę do Warszawy na manifestację, ale zobaczyła moją twarz w jakiejś migawce i tak została przed telewizorem, słuchając, że w centrum trwa regularna wojna i 40 policjantów trafiło do szpitala..." - fragment artykułu z Newsweeka.
"...Najlepiej złapać kaskiem lecący kamień. Byle nie za duży, ale żeby pękła pleksa. Potem po prostu się kładziesz, dajesz odwieźć do szpitala i masz spokój. Najgorsze było to, że cały czas dzwoniła do mnie żona. Pod nogami wybuchają petardy, nad uchem fruwa kostka bauma, a ty się przejmujesz, że ci telefon wibruje w kieszeni munduru. Pewnie umierała w domu ze strachu. Nie powiedziałem jej, że jadę do Warszawy na manifestację, ale zobaczyła moją twarz w jakiejś migawce i tak została przed telewizorem, słuchając, że w centrum trwa regularna wojna i 40 policjantów trafiło do szpitala. Osiem godzin czekała, zanim udało mi się ukradkiem wysłać SMS: „Jestem cały, ale nie wiem, kiedy wrócę”...
Czytaj artykuł:
źródło: www.nszzp.pl |